Kontynuujemy rozmowy o polityce senioralnej. Przed nami m. in. rozmowy z prof. Barbarą Szatur-Jaworską z Instytutu Polityki Społecznej UW, przewodniczącą Polskiego Związku Emerytów, Rencistów i Inwalidów Elżbietą Ostrowską, posłem Prawa i Sprawiedliwości Krzysztofem Michałkiewiczem. Dziś rozmawiamy z Tadeuszem Tomaszewskim, parlamentarzystą z ramienia Sojuszu Lewicy Demokratycznej, członkiem Sejmowej Komisji Polityki Senioralnej oraz Komisji Polityki Społecznej i Rodziny.

2f66fec912cb5500e1e6dcbb3e98ac02

Spotkanie z ostatnim rozmówcą skończyłem pytaniem o pracę Sejmowej Komisji Polityki Senioralnej. Więc my naszą rozmowę od tego tematu zacznijmy. Czym się zajmuje komisja, jak pracuje?

Komisja pracuje dosyć intensywnie, ale nie mamy jeszcze koncepcji związanej z inicjatywami legislacyjnymi. Obecnie pełnimy funkcję głównie kontrolną, ale jest dla nas jasne, że mamy bardzo dużą pracę do wykonania na różnych polach. Niestety mamy mało czasu, realnie do lipca. Nie chcę w żaden sposób deprecjonować roli komisji, ale trzeba zaznaczyć, że instrumenty działania na rzecz seniorów ma rząd. My możemy podsuwać rozwiązania, opiniować. Ale nie my decydujemy bezpośrednio o kształcie budżetu, a więc nie mamy tak skutecznego narzędzia działania, jakim dysponuje rząd.

Wspomniał pan o dorobku legislacyjnym. Jak wygląda sprawa ustaw dotyczących seniorów w innych komisjach? Raczej nie trafiają pod głosowania plenarne i rzadko przebijają się medialnie. Choć ostatnio słyszeliśmy o projekcie pana partii w sprawie wprowadzenia bezpłatnych leków dla osób po 75. roku życia.

Różne komisje pracują nad różnymi ustawami. W komisji polityki społecznej i rodziny dopiero co rozpatrywaliśmy projekt autorstwa pani poseł Anny Bańkowskiej dotyczący wprowadzenia wdowich emerytur czyli systemu umożliwiającego wykorzystanie części emerytury zmarłego małżonka. Takie rozwiązania są w wielu państwach Unii Europejskiej, u nas nie. A przydałoby się bardzo, zwłaszcza osobom o niskich świadczeniach. Niestety projekt został odrzucony. Rozumiem, że stan funduszu ubezpieczeń społecznych nie jest dobry, ale przecież utrzymanie samodzielności seniorów to jeden z celów długofalowej polityki senioralnej.

Przedłużenie autonomii jednoosobowego gospodarstwa domowego środkami zgromadzonymi przez małżonka wydaje się sensowne, zwłaszcza, że korzystałyby z tego głównie kobiety, których w największym stopniu dotyczy ubóstwo w starszym wieku. Ich mężowie więcej i dłużej pracowali, dużo odłożyli, ale krótko korzystali. Ich żony mają niższe świadczenia i nie mogą korzystać ze zgromadzonych kapitałów małżonka, który mógł zarabiać, bo one brały na siebie wychowanie dzieci, prowadzenie gospodarstwa…

Taka zmiana miałaby istotne znaczenie w szczególności dla tych, którzy mają bardzo niskie świadczenia emerytalne i rentowe. Nie każdy powinien z niego korzystać, zapewne tylko osoby mające emerytury poniżej średniej. Część tych osób to osoby z niepełnosprawnościami, które wymagają dużych nakładów na opiekę lekarską i zakup leków, ale także pomocy innych osób w gospodarstwie. Te samotne, chore, osoby, ledwo wiążą koniec z końcem i wyłączają się z relacji społecznych. Nigdzie nie wyjdą bo wszystko wokół kosztuje. Zawsze brakuje im środków, które w pierwszej kolejności trzeba przeznaczyć na leki, a dopiero później ewentualnie na inne potrzeby. Powiedziałem „zawsze”. No i te „zawsze” obecnie oznacza nie kila lat, ale kilkanaście bo długość życia się wydłuża. I wraz z nim wydłuża się okres permanentnej biedy i systematycznego wykluczania, które obejmuje też osoby wcześniej dobrze funkcjonujące ekonomicznie i społecznie. Ich nowe życie staje się udręką.

Ale można by ją zminimalizować nie tylko poprzez transfery finansowe, ale również przez sieć wsparcia instytucjonalnego.

Jednym z takich elementów, które mogą wspomagać osoby starsze powinny być podmioty ekonomii społecznej, a więc takie podmioty, które nie są państwowe, ale działając nie są też nastawione na zysk. Muszą się utrzymać, rozwijać, ale realizując misję społeczną musza wychodzić na „zero”. Angażują osoby wrażliwe społecznie, często tez osoby wykluczone, które nie muszą pracować w nich wolontariacko. Gmina wspólnie z ochotniczą strażą pożarną tworzą spółdzielnię socjalną, która zajmuje się np. organizowaniem dowożenia posiłków do tych samotnych rodzin. Albo sąsiedzi rozkręcają coś podobnego. O takich przykładach się słyszy, ale takie inicjatywy nie są wspierane systemowo.

Każdy wie, kim jest niania. Czy nie powinniśmy również uruchomić takiego opiekuna dla osób starszych, który miałby pod swoimi skrzydłami po kilkanaście rodzin z najbliższego otoczenia? Miałby finansowanie np. z gminy lub z dotacji i robiłby coś pożytecznego w najbliższym otoczeniu. Na pewno nie pełniłby roli, jaką pełni pielęgniarka środowiskowa, ale cała gama usług wchodziłaby już w grę. Takie osoby powinny funkcjonować na rynku, dostawać dotacje czy granty, a najlepiej wypełniać zadania zlecone przez gminę.

Czy państwo realizuje dziś spójną politykę społeczną odpowiadającą osobom starszym? Jak widzę premier Kopacz występującą przed aktywnymi seniorami z UTW to wydaje mi się, że przynajmniej wizerunkową. Ale jak pojadę w rodzinne strony na północnym Mazowszu gdzie nie ma instytucji działających na rzecz seniorów, gminę stać tylko na ustawowo przewidziane dodatki, a szefowa lokalnego koła PZERiI cieszy się, że wójt dał im tysiąc złotych, to nie… Bo tam nie działają żadne efektywne mechanizmy wsparcia, opieki, inkluzji społecznej.

Problemem są oczywiście pieniądze. Weźmy na przykład taki instrument jak „zasiłek pielęgnacyjny”.  Przysługuje on również osobom, które ukończyły 75 lat. I ten zasiłek w wysokości 153 złote nie jest waloryzowany od 2006 roku. A obok niego mamy dodatek pielęgnacyjny wypłacany przez ZUS, który na początku był tej samej wysokości, ale dziś wynosi 206,30 zł i korzysta z niego prawie milion osób. Czemu jest zezwolenie na taką dysproporcję? Można powiedzieć, że to tylko 50 złotych. Ale jak ktoś dostaje najniższa emeryturę i ma osiemdziesiąt lat, a więc bierze wiele drogich leków, to już ma znaczenie. Tymczasem mamy nierówny dostęp do świadczeń. I takich przykładów jest więcej. Potrzebne jest zebranie narzędzi wsparcia seniorów do jednego worka, ich przegląd i naprawa. Od tego trzeba zacząć politykę senioralną na poważnie. Ale to są sprawy będące w kompetencjach różnych instytucji i nie ma w partiach rządzących woli politycznej by te wszystkie rozwiązania przemyśleć na nowo. Lepiej napisać strategie, które w ogóle nie uwzględniają tych narzędzi, nie definiują ich braków i nie projektują zmian ich stosowania. Polityka senioralna dzisiaj nie odpowiada na najważniejsze problemy seniorów. Oczekiwania tych osób żyjących w lokalnych środowiskach to nie tylko możliwość uczestnictwa w zajęciach UTW. One są ważne, ale dla 95 % seniorów na pewno nie najważniejsze.

Jak wzmocnić głos seniorów w debacie publicznej? Jest to środowisko liczne, ale mało wpływowe.

Na pewno dobra drogą jest powoływanie rad seniorów. Teraz był okres przedwyborczy, więc samorządowcy nie mieli za wiele czasu by przygotowywać uchwały, powołać rady. Teraz pewnie powstanie ich więcej. Ale i tu jest pewne zagrożenie. Rady mogą być przecież wyłącznie emanacja aktywnych już organizacji skupiających seniorów. Trzeba do nich zapraszać inne środowiska i to nie tylko senioralne. Trzeba zapraszać do tych rad osoby kreatywne, które pracują na uczelniach, prowadzą biznesy. Nie myślą tylko zgodnie z logiką branżową. Tu będzie dużo zależało właśnie od władz samorządowych, to znaczy tego, czy zechcą traktować rady po partnersku czy instrumentalnie.

Czy mapę polski pokryje sieć WIGORów?

Są potrzebne, niewątpliwie. Natomiast kluczem do sprawy będzie system finansowania. Najlepiej byłoby uwzględniać stan finansów gminy. Niektóre programy na to pozwalają. Dopuszczają, że gmina o niskich dochodach na jednego mieszkańca, ma wyższe dofinansowanie. Obecny projekt finansowania jest niekorzystny dla gmin. Ale proszę spojrzeć np. na placówki opiekuńcze dla dzieci do lat 3. Kiedy finansowano je pół na pół, nie powstawały. Kiedy w 2014 roku wprowadzono system 80 : 20, czyli, że 80 % płynie z góry, a 20% daje gmina, to nowe żłobki zaczęły powstawać. Taki parytet jest potrzebny w małych gminach o niewielkich dochodach. Bez tego pewnie dużo gmin weźmie pieniądze na stworzenie centrów, ale nie będzie ich później prowadzić pod szyldem WIGOR i zgodnie ze standardami.

Wspomniał pan o podmiotach ekonomii społecznej. Nie są uwzględniane w projekcie WIGORów, podobnie jak organizacje pozarządowe.

Ich udział jest bardzo potrzebny. Ale tu trzeba też dodatkowych ułatwień, już poza przepisami dotyczącymi domów Senior-WIGOR. Ja w tej chwili rozpocząłem pracę nad nowelizacją ustawy o działalności pożytku publicznego. Wprowadzamy tam działania na rzecz promocji zdrowia, przewidujące prowadzenie działalności leczniczej, oczywiście w oparciu o ustawę o działalności leczniczej. Jeśli będzie to obszar działalności pożytku publicznego, to będzie można prowadzić w tym zakresie odpłatną i nieodpłatną działalność pożytku publicznego, a nie tylko działalność gospodarczą. Jeśli to się uda to szkoda byłoby nie móc angażować takich podmiotów w działania zupełnie spójne z ich misją.

Tam gdzie samorządowcy przekazują swój majątek, w pierwszej kolejności chcą zbudować coś stabilnego, nad czym pieczę będą mieli. Budują więc jednostki samorządowe. Jeśli jednak znają taki podmiot, który się sprawdził w innych obszarach działalności społecznej no to powierzają mu odpowiedzialne zadania do realizacji. I takie organizacje mogłyby prowadzić domy WIGOR. Ale samorząd oczekiwałby przede wszystkim stabilnego finansowania dla tych placówek. Bez niego zawsze będzie niepewność o to czy stowarzyszenie czy fundacja nie wycofają się.

Dziękuję za rozmowę.

 

Rozmawiał: Przemysław Wiśniewski